//Nasze najważniejsze wybory

Nasze najważniejsze wybory

Dziś po wyborach urządziliśmy sobie mały spacer. Haneczka jechała na hulajnodze i tylko czasem przystawała, żeby poczekać na resztę swojego stada. Podczas jednego z takich postojów, gdy byliśmy już bardzo blisko niej odezwała się do mnie.

– Świat to jest prawdziwy labirynt, co, mamo?
– Labirynt? – zdziwiłam się nieco – Dlaczego?
– Bo można się w nim nieźle pogubić – powiedziała i pojechała dalej.
Kiedy próbowałam pociągnąć temat i dowiedzieć się, skąd jej się w ogóle wzięła taka metafora, rozmowa zupełnie przestała się kleić. Odpuściłam i szłam sobie dalej z myślą o tym zagmatwanym świecie. Nie miałam pomysłu, do czego mogę przyłożyć jej słowa, ale wiedziałam, że ta dziewczyna potrafi powiedzieć coś, co niezwykle trafnie komentuje rzeczywistość. Wiedziałam, że kiedy przyjdzie odpowiedni czas zrozumiem ten przekaz.

Frekwencja Wyborów

Po powrocie do domu przeglądałam sobie fejsbunia i zobaczyłam post o tym, że nie wszyscy, którzy zarejestrowali się przez ePUAP mogli zagłosować. Zmroziła mnie ta informacja. Kiedy po siedemnastej Tata pytał o frekwencję, wynosiła ona 24%. Kompletnie nie rozumiem tego, że można dobrowolnie zrzec się odpowiedzialności za swoje otoczenie.
Teraz dotarło do mnie, że być może było wiele takich osób, które chciały zagłosować, ale przez jakieś niedopatrzenie nie mogły tego zrobić.

Wkurwiłam się. W kraju, gdzie frekwencja raczej nie jest wysoka, chciałabym, aby dołożono wszelkich starań, żeby ją podnieść, a tu takie kwiatki.
Wkurwiłam się jeszcze bardziej, kiedy przeczytałam wywody Ministerstwa Cyfryzacji i rzecznika PKW, w których każdy zrzekał się odpowiedzialności za zaistniałą sytuację.

Odpowiedzialność

Jesteśmy dorośli. Ktoś podjął decyzje, które nie sprawdziły się w tej sytuacji i ktoś ponosi za to odpowiedzialność. Dlaczego w tym kraju tak powszechne jest to, że próbuje się tę odpowiedzialność zrzucić na innych? Przecież ludzie już dawno stworzyli procedury weryfikujące organizację takich przedsięwzięć i naprawdę można odnaleźć słabe punkty i je naprawić, jeśli tylko się chce.

Dlaczego się nie chce? Dlaczego ludzie wolą uciekać, niż stanąć w prawdzie i powiedzieć: „to była moja decyzja, która nie sprawdziła się w tej sytuacji. Biorę na siebie odpowiedzialność za jej skutki. Przykro mi, że tak się stało i że wynikło z tego takie zamieszanie”?

W tym momencie myślałam, że słowa o pogubieniu się w labiryncie świata pasują tu jak ulał, ale po chwili doszło do mnie, co wydarzyłoby się w naszym kraju, gdyby ktoś wypowiedział powyższe słowa. Wróciła do mnie trauma wstydu, który zalał mnie jak obezwładniająca lawa.

Piszę tekst piosenki!

To było prawie trzy lata temu. Do męża odezwała się koleżanka z dawnych czasów, która dostała stypendium na stworzenie piosenki o Białymstoku. Poprosiła go o skomponowanie muzyki i napisanie tekstu, które zlecił mnie, wiedząc, że piszę co nieco.
Chcieliśmy oboje, żeby ta piosenka była naprawdę dobra, w końcu mieliśmy pisać o swoim rodzinnym mieście. Strasznie się cieszyłam, że w końcu dostanę godne wynagrodzenie za napisanie tekstu.

Moja radość malała z dnia na dzień, kiedy feedback od zleceniodawczyni można było ująć w kilku słowach: „prościej i bardziej popowo”.
Z radości tworzenia została tylko wizja zarobienia pewnych pieniędzy, która okazała się być fatamorganą, gdyż koleżanka postanowiła nigdy nie zapłacić nam za naszą pracę.

Można by tu dywagować o rezygnacji z siebie, o ideałach, o tym, czy nie lepiej było zostawić tę pracę, która zupełnie nie współgrała z naszymi duszami. Tak, to była dla nas bardzo ważna lekcja, wyciągnęliśmy z niej wnioski, ale nie o tym chcę teraz napisać.

Z piosenki o Białymstoku powstała piosenka o Jagielloni. Tekst był popowy, muzyka była popowo-rockowa, całość wypadała całkowicie adekwatnie do radiowej sieczki obecnej na rynku. Niestety powstał też teledysk, po obejrzeniu którego zrobiło mi się smutno, bo kompletnie nie rozumiałam koncepcji i sensu całego projektu. Nie miałam też w tamtym momencie na tyle siły i samozaparcie, żeby powiedzieć, że nie zgadzam się na wypuszczenie piosenki.

To już śmierć, czy jeszcze wstyd?

Odbyła się premiera. Uczucia, które się we mnie kłębiły pamiętam doskonale, mimo przerabiania tego już wielokrotnie, żeby jakoś sobie z tym poradzić. Po fali hejtu i komentarzy o jakości „tego czegoś” oraz ironicznych pytaniach o białostockiego wieszcza, który napisał słowa „tego poematu” wstyd rozlał się we mnie od palców u nóg aż po czubek głowy.

Byłam już wtedy po kilkudniowym warsztacie NVC, więc żeby przeżyć te najtrudniejsze chwile odbyłam z koleżanką przez telefon dwugodzinną sesję empatii. Mój mąż pojechał wtedy napić się wódki z kolegą. Radziliśmy sobie oboje najlepiej, jak potrafiliśmy.

Koło 23:00, po skończonej rozmowie, poczułam, że zaczyna mnie boleć brzuch. Przez kilka godzin zwijałam się z bólu, tak bardzo dotknęło mnie to przeżycie. Wstyd, według Hawkinsa – amerykańskiego psychiatry – jest najniższym energetycznie uczuciem, które znajduje się na jego skali zaraz po śmierci. Doświadczyłam tego na własnej skórze. Brzuch bolał mnie wtedy tak bardzo, że wydawało mi się, że umieram, a jednocześnie było to mniej bolesne niż wcześniejsze fale wstydu przeszywające moje trzewia.

Wstyd naturalny służył przed wiekami właśnie temu, aby uchronić nas od śmierci. Gdy nasi przodkowie robili coś, co nie służyło innym, grupa oddzielała ich od siebie. Wykluczenie oznaczało pojawienie się drapieżnika i pewną śmierć. Nasza gadzie część mózgu wciąż nie pozwala nam o tym zapomnieć, choć co nieco się od tego czasu zmieniło. Wstyd mówił właśnie o tym, że człowiek robi coś, za co grupa może go wykluczyć. Niestety wstyd naturalny przeobraził się w kulturowy, który służy głównie temu, żeby wyżsi rangą osobnicy mogli nakłaniać do spełniania swoich żądań niższych rangą osobników.

Bolesna konfrontacja

Tak cholernie trudna była konfrontacja mojej odwagi do podjęcia tego wyzwania, odsłonięcie swojej wrażliwości z ufnością, że zostanę przyjęta z reakcjami ludzi na efekt końcowy.
Nie było miejsca na pytania, wątpliwości, otwartość na naszą perspektywę – komentatorzy doskonale wiedzieli, co i jak. Wiedzieli też gdzie uderzyć, żeby najbardziej bolało.

I teraz myślę sobie, że skoro błędna decyzja wzięcia udziału w kiepskim projekcie na skalę miasta była dla nas tak trudna w skutkach, to jakim heroizmem i nadludzką mocą musiałby się wykazać ktoś, kto bierze odpowiedzialność za nietrafione decyzje dotyczące tak ważnego wydarzenia, jakim są wybory? Jaki lincz spadłby w tym kraju na głowę takiej osoby, która zamiast migać się od obowiązków jak uczeń w polskiej szkole, staje w dojrzałości i pełni swojego człowieczeństwa i mówi odważnie: „to moje, przykro mi, spróbuję to naprawić”?

Prawdziwa odwaga

Brene Brown, która przez dziesięć lat prowadziła szeroko zakrojone badania nad wstydem mówi, że jednym z antidotum na wstyd jest odwaga. Jako przykład takiej codziennej odwagi przytacza ucznia, który podnosi rękę na lekcji, żeby powiedzieć, że nie rozumie materiału.
Zrobienie czegoś takiego to prawdziwa odwaga. Zrobienie tego w Polsce graniczy z heroizmem.
Usłyszałam wczoraj podczas warsztatu historię jednego z uczestników o nauczycielce, która wielokrotnie gorąco prosiła klasę, żeby dzieciaki mówiły jej, gdy czegoś nie rozumieją. Jeden chłopiec się odważył i kiedy opowiadał, czego nie rozumie, nauczycielka skojarzyła, że to materiał sprzed kilku tygodni, więc wzięła go do odpowiedzi i postawiła mu pałę.

Świat to prawdziwy labirynt, co? Nieźle się pogubiliśmy w tym człowieczeństwie. Uwierzyliśmy, że jesteśmy paskudnie niedoskonali i za wszelką cenę musimy to ukryć przed innymi, tymczasem ta niedoskonałość jest naszym wspólnym mianownikiem, czymś, co czyni nas częścią wielkiej wspólnoty. Wierzę, że wciąż możemy wrócić do tego, co ważne, jeśli każdy z nas będzie po prostu przyjmował drugiego człowieka takim, jakim jest. I nawet jeśli nasza niedoskonałość sprawi, że nie zawsze będzie nam się udawało, to zawsze warto próbować.

Zapisz się na newsletter!
I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )
Dołącz do grona subskrybentów kamyka, żeby otrzymywać ode mnie unikalne treści.
We hate spam. Your email address will not be sold or shared with anyone else.
By |2018-10-21T21:41:01+00:00Październik 21st, 2018|Empatia|0 Komentarzy

O Autorze